Choć wiele osób nadal sceptycznie odnosi się do smartwatchy, producenci tego typu sprzętu znajdują kolejne nisze. Nisze, które pozwalają pokazać jak bardzo tego typu sprzęt jest wszechstronny. Doskonale widać to na rynku zegarków sportowych, gdzie smartwatche cieszą się całkiem zasadną popularnością.

Oczywistością jest, że większość osób hobbystycznie ćwiczących sport chętnie sięga po gadżety, które tą formę aktywności uprzyjemniają. Słuchawki do biegania, biegowe etui na smartfony, aplikacje w rodzaju Endomondo to rzeczy, które stają się standardem. Nic dziwnego, że zainteresowali się tym również twórcy smartwatchy.

Czy wytrzymają starcie z „klasycznymi” zegarkami sportowymi?

Najnowsze modele mają praktycznie wszystko, co jest potrzebne amatorowi. Najwięksi producenci, jak chociażby Garmin, zadbali by ich smartwatche dokładnie trafiały w potrzeby – zauważa Artur Piórkowski z serwisu MatrixMedia.pl. – Licznik spalonych kalorii dla początkujących? Jest! GPS dla zaawansowanych? Jak najbardziej! Przeciętny biegacz po prostu więcej nie potrzebuje..

Jak zauważa Piórkowski, producenci smartwatchy pomyśleli tez o zupełnie początkujących biegaczach, którzy nie potrzebują GPSa i w zupełności wystarczy im integracja ze smartphonem, który miałby zainstalowaną aplikację Endomondo. Zegarek w takim przypadku przydaje się głównie do wygodnego sterowania telefonem, ale przy okazji liczy też spalone kalorie, czy pobiera dane z pulsometru.

Zaawansowani biegacze oczywiście mogą zarzucić smartwatchom słabszą baterię, niż w dedykowanych zegarkach sportowych.

Powiedzmy sobie jednak szczerze, czy biegacz-amator potrzebuje tego, co nałogowy maratończyk? Nie, on potrzebuje prostego mechanizmu, który nie tylko poda na tacy podstawowe informacje. Dobrze by przy tym podawał je w sposób przyjemny dla oka. Smartwatche spełniają takie wymagania w stu procentach, a przy tym są tańsze od dedykowanych rozwiązań.